Pierwsze nasze rykowisko

Początek jesieni jak się okazuje nie tylko zwiastują odlatujące ptaki, dojrzewające owoce w sadach czy wykopki na polach. Mniej więcej w połowie września co wieczór zaczynają dochodzić głośne ryki i furkotanie. Z całego okolicznego lasu z różnych stron dochodzą niskie i głośne ryknięcia, aż czuć w powietrzu wibracje i od razu wiadomo, że pochodzą one od zwierząt dużego kalibru.

Początkowo są to pojedyncze osobniki ale już po kilku dniach rykowisko rozkręca się i daje naprawdę niezły koncert nawet do 4 rano. Ciężko nieraz zasnąć szczególnie jak są otwarte okna, bo dźwięk już w jesiennym wilgotnym powietrzu rozchodzi się niesamowicie. Zdarzyło się nawet że jeden jeleń podszedł do naszej bramy i zaczął ryczeć, wyglądało to bardzo majestatycznie i filmowo, ale weź takiemu powiedz, że chcesz spać i lepiej żeby już sobie poszedł. Nawet psy były jakby lekko zdziwione, że jest coś w tym lesie większego od nich i nie za bardzo chciały szczekać.

Tak jak pierwsze rykowisko było niesamowitym przeżyciem, to drugie i trzecie również było niezapomniane. Dalej oczekujemy kolejnych…

Po oswojeniu się z dźwiękami las bardzo przyjemnie siedzi się w ciepłą jesienną noc w kompletnej ciemności, patrzy w gwiazdy i słucha jeleni jak się nawołują, popijając przy tym whisky z colą i plasterkiem cytryny… cdn.